sobota, 29 grudnia 2018

Irail (Wigricht)

Irail – archipelag w północnej części Wschodniego Skupiska, złożony z siedmiu dużych wysp, dziesiątek pomniejszych i tysięcy skalistych wysepek – ciągnący się z północy na południowy-wschód; w całości pod zarządem Wigrichtyjskiej Kompani Handlowej.
Ogromny obszar dostarczający nie tylko przypraw korzennych, pikantnych nasion i suszu, ale też drewna, minerałów, ród żelaza, miedzi, cyny, oraz taniej siły roboczej. Wyrabia się tam liny na potrzeby stoczni lokalnych i wigrichtyjskich. Sporo do roboty mają tam zarówno drwale, smolarze i cieśle. Mimo dużego zaangażowania WKH – wiele wysp pozostało nieobjętych dostatecznym nadzorem i niepiśmienni krajowcy żyją tam wedle starych zwyczajów, nie do końca rozumiejąc swoją sytuację.

WKH – pełna nazwa: Wigrychtyjska Kompania Handlowa Archipelagów Wschodnich.
Organizacja powstała jako spółka kupców z Irunu, Hyyr, Nun i Kegaru, zrzeszając handlarzy zbożem, drewnem, węglem drzewnym i rudami. Po odkryciu pierwszych wysp Skupiska Wschodniego, około roku 1310, zaczęła finansować rejsy rozpoznawcze, a uznawszy że gra jest warta świeczki, wystarała się o wsparcie korony, i po przybraniu nowego miana, uzyskaniu stosownych ulg i uprawnień, zaczęła zajmować dla Wigrichtu lądy Archipelagu.
Obecnie posiada około 200 statków handlowych, 40 okrętów, 60 tysięcy pracowników kontraktowych i własną armię. Zawiera samodzielne układy polityczne i sojusze, król zezwolił jej wypowiadać wojnę w imieniu Tyhmaru na całym obszarze Dalekiego Południa, włącznie z ziemiami Efru, bić własną monetę, pobierać daniny od czarnych, oraz nakładać na osadników podatki. W latach 1312-1499 podbiła wszystkie wyspy Irailu, budując szereg fortów i faktorii, które stały się z czasem wielkimi portami (Ailin, Mni Mnar, Miasto Świętego Celenhurta, Khabar, Nowy Taall i inne). Choć zarząd WKH regularnie odnawia deklaracje lojalności, co dziesięć lat składając nowe pisma ze zdobnymi pieczęciami i podpisami zarządu, faktycznie stanowi niezależny twór polityczny, niekontrolowany przez królestwo. Przynosi wielkie dochody, i choć tylko niewielka ich część trafia do królewskiego skarbca, to jest to na tyle znaczący przychód, by utrzymywanie tak szerokich swobód WKH było dla korony opłacalne. Kolejne tyhmarskie rady i następujący po sobie królowie, głowy uczone, znające języki, którym nieobce są księgi starych mistrzów, od pokoleń pochylając się nad tymi samymi problemami, martwią się, że Irail w końcu się uniezależni. Jednak nauczeni porażką jakiej królestwo doświadczyło na Rkarze (z trudem utrzymywanym) nie wykonują żadnych pochopnych kroków, pozostawiając obszar we władaniu sprawnej siatki kupieckich portów i przystani. Wszystko ma tu swoje miejsce,  mimo przejściowych kłopotów funkcjonuje sprawnie, niezmiennie i nieprzerwanie, już od pierwszych lądowań. Jakby nad WKH czuwało jakieś wyjątkowo życzliwe bóstwo. Irailskie wyspy są dobrze skomunikowane. Wszędzie krążą jakieś statki i barki. Po prawdzie niekiedy trzeba czekać na transport kilka tygodni – ale można też opłacić dzikich, którzy szybko pokonują duże odległości na swych wąskich łódkach, a na większych, wielokadłubowych jednostkach, potrafią przewieźć do kilkunastu beczek oleju czy innego towaru.

Irailskie wyspy porasta gęstą puszczą jakiej oko mieszkańca Runu czy Kulinu nie widziało, zwarta i ciemna, pełna woni kwiatów i zgnilizny, przez którą drogę trzeba sobie wyrąbywać, a raz wytyczony szlak cotygodniowo oczyszczać, tak by zanadto się nie zawęził. Ciągnie się po szerokich tarasach i stokach wygasłych wulkanów. Porasta wszelką możliwą przestrzeń, wszystkie zakamarki gdzie choć raz dziennie padają promienie słońca. Te ogniowe góry, które wciąż są aktywne i stanowią zagrożenie – z reguły mają nagie zbocza, ciemne i spękane – miejscami tylko upstrzone kępkami ziół i suchą trawą. Głębokie dudnienie i drżenie skał zapowiada ich niszczycielskie przebudzenie, po którym można spodziewać się pylistych opadów, kamiennego gradu i ognistych strumieni, niekiedy sączących się tak obficie że kończą swój bieg w morskich falach, jakby to były rzeki prawdziwe. Miejscowi się w tym dobrze rozeznają. Kiedy pod stopy padają martwe ptaki – jest to niechybny sygnał że trza mieć się na baczności. W związku z tymi atrakcjami, na całym archipelagu, wykształciły się dwie szkoły budowania – jedna stawia domy na tyle lekkie, by podczas drżenia spadające belki nie uczyniły nikomu krzywdy, i które można szybko opuścić, choćby i forsując ścianę, druga polega na drążeniu wielkich dziupli i całych izb w pniach ogromnych drzew. Choć nie wszędzie trzęsienia są tak dokuczliwe, i mówi się, że taka interpretacja jest błędna, podyktowana oceną obcokrajowców, pochopną i powierzchowną, za czym przemawiają solidne, duże miasta pobudowane przez pracowników WKH i osiedleńców. Mimo gabarytów budynków, natura na ogół nie doświadcza ich bardziej jak w innych zakątkach świata. Najgorsze są osunięcia gruntu, zdecydowanie bardziej groźne niż trując wyziewy i jęzory lawy. Zaskoczeni mieszkańcy pechowo położonej osady są w mgnieniu oka praktycznie grzebani żywcem, bez szans na ucieczkę.
Wyspy maja skaliste brzegi, niekiedy wysokie, niekiedy niskie, zwykle grafitowej barwy, ale w zagłębieniach zatok znajdują się półokręgi jasnych plaż. Przybrzeżne lasy namorzynowe rozrastają się bujnie i często utrudniają dotarcie w głąb lądu, jednak napotyka się je tylko tam gdzie brzegi niskie a podłoże  dostatecznie miękkie.

„Init Dae i Ensurna to najdalej na wschód wysunięte wyspy irailskiej kolonii.
Na południowy-wschód od nich piętrzą się lądy Korae, a stamtąd już blisko na Efr, do portów w Omnirze i Kibruku. Dzielący je kanał nosi miano Baikur, na jego obu brzegach stoją zabudowania głównych portów wschodniego Irailu: Hird i Ain Kawendin. W obu miały miejsce bunty przeciwko siłom zbrojnym WKH. Część skonfliktowanych z zarządem osadników przymusowo skierowano do kolonii na Rkarze, część wysiedlono na kontynent.
Pozostały po nich dziesiątki pustych już dziś magazynów, sklepów i tawern, a także zatopione łodzie. [...] W Hirdzie, nieopodal portu, ma swój kamienny pomnik Almar Humbar, botanik z którego zielnika do dziś uczą się młodzi zielarze i medycy”. Anonim, opracowanie geograficzne

„Wśród gęstwiny, pośród niebosiężnych drzew i rozłożystych krzewów, rosną smukłe Aasaj; ich pnie są wysokie na kilkanaście stóp i gładkie jak powierzchnia muszli, mają pylistą lub brunatną barwę. Pod grubą korą kryją jasny rdzeń który po ugotowaniu traci twardość i staje się jadalny. Wysoko na głową człowieka, wyrasta korona o kształcie spłaszczonej kuli – pośród jej listowia pojawiają się cztery razy do roku małe, nerkokształtne owoce. Czarne jak noc. Służą do wyrobu lokalnego alkoholu i słodkawej mąki. Aasaje spotyka się czasem nieopodal chat tubylców, sami je sieją, a te niekiedy wyrastają. Niestety – roślin wabią owady, zwłaszcza kiedy kwitną”. Almar Humbar z Tyhmaru, królewski botanik, zapiski prywatne

„Kuo to niewielka wyspa w północno-zachodniej części Irailu, położona wśród wielu podobnych sobie i niczym się niewyróżniająca, gęsto zarośnięta, z małymi, jasnymi plażami. Kiedy załoga statku Ynarh III rzuciła kotwice w zatoce zwanej dziś Waghara, tj. zatoką Spotkania, wyszedł im na powitanie, na plażę ubrany w łachmany brodacz o skórze spalonej słońcem – jakież było zdziwienie marynarzy kiedy przemówił do nich czystym wigrichtyjskim, jaki usłyszeć można w miastach Baifinu czy okolicach Tyhmaru, Głos mu się łamał, ale nie znać w nim było żadnego akcentu. Kiedy ów mężczyzna się umył, ostrzygł i ogolił, zobaczyli że jego skóra jest o wiele jaśniejsza niż się im początkowo zdawało, zaś oblicze swojskie. Człowiek ten był rozbitkiem ze statku Araz Dumbar, dużej jednostki transportowej, który zaginął w 1428, gdzieś w tej okolicy. Nazwał Pijo Maar. Przebywał na wyspie samotnie przez kilka lat, żywiąc się ślimakami, krabami, owocami Marago, i z niemałym trudem pochwyconymi rybami. Żył tak samo jak dzicy krajowcy z okolicznych plemion, którzy wsparli go swoją wiedzą, ale nigdy nie przyjęli do swej społeczności. Czasami wymieniał z nimi nawet drobiazgi i resztki z tego co udało mu się ocalić z wraku”. Opracowanie geograficzne regionu, Anonim

„Dalrun Kaaj leży we wschodniej części Irailu, w tzw. zewnętrznym paśmie. Zamieszkana jest w większości przez ludność napływową. Dzikich wysiedlono na południowe wyspy kolonii, do pracy przy w sadach, uprawie korzeni i połowu ryb na potrzeby Wigrichtczyków.
Najludniejsze miasto Dalrunu to liczący sobie niespełna tysiące dusz Kadmar, położony u ujścia potoku Naganor. Nieopodal jego zabudowań zachowały się resztki ołtarza dawnych mieszkańców, gdzie składali ofiary bogom powietrza i duchom deszczu. Osadnicy częściowo go rozebrali, kiedy zabrakło im budulca pod fundamenty”. Opracowanie geograficzne regionu, Anonim

„Pod stopami mam czarny, skruszony żwir., Pomiędzy kępami soczystej roślinności widzę skamieniałą lawę, a wiatr co i rusz wieje w oczy szarymi, pylistymi drobinkami. Tutejsi mówią że tydzień temu zrobiło się tak ciemno jak w nocy, ale ognista góra jak gdyby nigdy nic znowu zasnęła. Tylko straszy – mawiają. Twierdzą że minie jeszcze kilka lat nim znowu zacznie pluć ogniem. [...] Czwarty kwartał roku. Na Kulinie zima. Na wyspie gorąco. Pot leje się z człowieka tak, jak gdyby wyszedł dopiero co z łaźni. Miejscowi radzą uważać z kąpielą w morzu, ponoć o tej porze roku mnożą się wielkie, żółto-różowe meduzy, zwane przez nich pieszczotliwie kurwami – żerują w wielkich ilościach i parzą jak efryjskie pokrzywy – a to oznacza że parzą śmiertelnie. Przynajmniej dla starych i dzieci. Co ciekawe na wyspie jest też dużo trujących żabek – pomarańczowych i brunatnych, które choć mniejsze od naszych – w niczym nie ustępują im pod względem rechotu, i są zdecydowanie ruchliwsze. Wyspa jest górzysta, gęsto porośnięta zielenią – niezależnie od pory roku. Skrzypy, paprocie, bujne mchy. [...] Miejscowy szaman, o oczach tak błękitnych, jak tutejsze płytkie wody, zwany przez współplemieńców Śniącym Psem (bo jego prawdziwego imienia nie wypada używać),  dał mi mały, szarawy owoc – wewnątrz niego pełno było ziaren czerwonych, o intensywnym, słodkim soku. Leczy się tym rany, a i na kaca niezłe... Uratował mi życie!. [...] Stary żeglarz imieniem Ilk, podarował mi kościany amulet; towarzyszący nam później Ksantar Hajkaskal wyśmiał to jako zabobon, ale odkupił ode mnie za garść miedziaków. Będąc przez dwadzieścia lat kapitanem, urodzony na południowym wybrzeżu Imperium Ibryjskiego, długie lata łupił styriakirskie statki handlowe, później zaciągnął się do rejsów dalekomorskich. Dorobiwszy się, wspierając niemałą pożyczką – kupił swój pierwszy okręt Gwiazdę Ildarum, i zwerbował załogę, głównie Wigrichtczyków którzy ostali się w okolicy z powodu wypadku macierzystej jednostki. Powróciwszy na ojczyzny łono, zaciągnęli się na służbę Kompani Irail. Teraz utknął na wyspach na dobre – twierdzi że jest za stary na powrót do Ibrii, i że nie ma czego tam szukać – zimno, wietrznie... zanadto odziane kobiety – sarka. [...] Miejscowi mają długie, płaskodenne łodzie, wyglądają jak noże przecinające taflę wody, są bardzo lekkie i mają po szesnaście, dwadzieścia łokci. Na każdej położyć się może trzech wysokich mężczyzn, i tylko trzech – bo wąskie. Odpychają się kijami bądź wiosłami. Czarni potrafią się na nich zbliżyć bardzo szybko i cicho do statku kompanii handlowej. Bez problemu dostawszy się na podkład, biorą co dusza zapragnie. [...] Pokonywałem na jednej z tych dłubanek odcinek pomiędzy Wyspą Krabów a Kohoro. Wioślarze mieli na plecach blizny i tatuaże – każdy inne. Nie pytałem co przedstawiają. Nie wolno – uprzedzono mnie o tym wcześniej, żebym nie tracił czasu i nie pogwałcał ich zwyczaju. To święte skaryfikacje mające chronić właściciela – tylko robiący je kapłan wie co oznaczają (choć ja przypuszczam że nacina co popadnie, korzystając z naiwności dzikich)”. W wulkanicznym pyle – zapiski z podróży,  Tull Haza z Magoro, 1881 r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz