wtorek, 19 czerwca 2018

Rkar Niezależny

Zachodnia część archipelagu nadal stawia zacięty opór wigrichtyjskim kolonistom. Regularnie puszcza z dymem wrogie okręty i bierze w niewole tych którzy w przypływie paniki uchodzą na ląd – co się z nimi później dzieje, jest obiektem smutnych domysłów. Wielu postrzega Rkarczyków jako ludożerców. Mają opinię kłótliwych i mściwych, żadnych krwi. Pod wpływem wywaru z lian i porostów potrafią nie spać przez kilka dni, wiosłować od wyspy do wyspy, bez śladu zmęczenia, i przenosić na swych barkach wielkie ciężary, jakby były zaledwie kępami siana. Potrafią oszukać głód i pragnienie – to że nie zaznali odpoczynku zradzają tylko przekrwione, opuchnięte oczy. Używają zatrutych strzał, posługują się łukami i dmuchawkami – z zaostrzonych muszli robią noże i ostrza dzid. W dużych grupach są śmiertelnie niebezpieczni, bo mimo iż ich towarzysze padają od kulińskich kul, nie rozpierzchają się ze strachem, tylko mkną naprzód, nie przejmując stratami.

Dzielą się na różne klany. Wodzowie poszczególnych wysp, bądź całych ich grup – mają władze absolutną i chętnie rywalizują ze swoimi odpowiednikami z okolicy. Prowadziło to ongiś do wielu lokalnych wojen, obecnie zawieszonych na rzec regularnych potyczek z wysłannikami Tyhmaru. Choć niekiedy zdarza im brać się ze sobą za łby – na przykład przy podziale łupów.

[...]

„Sy kyhy kuhu ku raha – mihara bi ha rai” (Z krwi naszej dla duchów ofiara) – to słowa mędrca z plemienia Kruków pochwyconego przez Wigrichtyczyków, na chwilę przed obcięciem dłoni i oślepieniem. Zgodnie z wierzeniami Rkarczyków, żadna śmierć nie idzie na marne, a krew jest dla duchów tym czym deszcz dla drzew. Im więcej krwi zostanie przelane, tym silniejsze będą duchy do których wyspiarze kierują swe modły, i tym samym pewniejsze zwycięstwo oraz wolność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz