sobota, 6 stycznia 2018

Kirouk

Niewielu podróżnych dociera do zachodnich stoków gór Szukkur, a i sami Efryjczycy z wybrzeża rzadko odwiedzają te strony, bo wielotygodniowa wyprawa w pyle i spiekocie nie należy do ani łatwych, ani do przyjemnych. I kosztuje też nie mało, a płacić trzeba w złocie. Za małe pieniądze nikt nie będzie nadstawiał karku, ryzyko spotkania z pustynnymi zbójcami, zaprawionymi w swym fachu siepaczami dla których źle zorganizowane karawany czy nawet większe grupy jeźdźców nie stanowią żadnego wyzwania – jest tu duże. Niemałym problemem są także wygłodniałe smoki pyłowe, atakujące wszystko co się rusza.


Wielka kotlina pośród wysuniętych na zachód skalistych pasm Szukkur*, zwana przez jej mieszkańców Kirouk, a przez ludy sauryjskie Khir Ug, leży zdecydowane wyżej od otaczających ją od zachodu pustyń. Jest tu chłodniej, a w niektórych porach roku bywa nawet deszczowo. To tutaj mają swe źródła małe potoki tworzące potężną rzekę Simisiz. [...]

Kiroukczycy wydobywają w swojej kotlinie olej skalny, w niewielkiej ilości, którego używają potem zamiast zwierzęcego czy roślinnego – do lamp i w rzemieślnictwie. Wydobywają też żelazo, srebro, ametysty, szmaragdy i rubiny, a także mniej wartościowe minerały – wszystko jednak w ilościach niedostatecznych by zapewnić sobie godziwy zysk. To raczej zajęcie dodatkowe, którego nikt nie traktuje poważnie, częściej myśląc o stadach kóz i przesuszonych polach.  (Na handlu kamieniami najlepiej zarabiają pośrednicy, choć wiele ryzykują w czasie długich podróży). [...] Co się tyczy przetopu metali na miejscu – marnie to idzie, bo brak w kotlinie złóż węgla. Co gorsza, po tej stronie gór nie ma też wielu nadających się do jego produkcji drzew, których wycinanie zresztą byłoby koszmarną głupotą, bo i tak już jałowa gleba, zmuszająca tubylców do życia z małych poletek, wypasu udomowionych koziorożców i polowań na ptaki – stałaby się pustynią. Tutaj rozumie się to dobrze. [...] Głównym miastem Kirouk – i zarazem siedzibą tutejszego iszamlana – jest Kyndżaf, tj. Czerwona Skała. Miasto wykute w stokach Szukkuru. Jego dolna dzielnica – Dżahra, leżąca tuż pod wzniesieniem na którym postawiono pałac i domy tutejszej elity, słynie z targu tysiąca fetyszy i medykamentów, przyjaciel Keta Tarifa, Ilai Nandar z Myfru, opisuje go tak: „nie jest tu tak tłoczno jakby można się tego spodziewać, ale towaru dużo (ktoś więc musi to kupować): w szklanych słojach, butlach pływają  zakonserwowane jaszczurki i barwne ryby, na straganach porozkładane są kości orków i słoni, zasuszone czarne dłonie nie większe od rączki dziecka – stópki i sine zęby;  w wielkich czarach, nęcą żywymi barwami starte na proch minerały, pyły kwiatowe i żywiczne, [...] w beczkach i amforach czekają na nabywców gęste maści i syropy. Jedni, przechadzając się patrzą na to wszystko okiem znawcy, wnikliwie i spokojnie, nie okazują emocji; inni, nie wiedząc gdzie przystanąć,  wszędzie dopytują o ceny i składy, robią straszne zamieszanie. [...] Można kupić tam ptaki, wszelkiej maści i gabarytów – by potem je wypuścić, ku radości bogów, [...] to zwyczaj powszechnie praktykowany, zwłaszcza wśród pielgrzymów, są w Kyndżaf bowiem i kapliczki i groby świętych mężów, bardzo stare i stale oblegane. Szczególnie chętnie kupowane są drewniane bloczki z krótkimi inskrypcjami, chronią przed złymi duchami i pechem. [...] Za wszystko zapłacimy tu szlachetnymi kamieniami, złotem, monetami z miedzi i cyny, ale najchętniej straganiarze przyjmą od nas suszone owoce, ziarno, sprasowane liście hadżmur, przyprawy i inne towary pierwszej potrzeby – najlepiej w ilościach znacznych. Rozliczenia w towarze nie należą tu do złego tonu”. [...]


Nad całą kotliną widuje się nocne światła. W nocy poruszają się samotnie, ale nad ranem i o brzasku obserwuje się całe grupy. Mówi się tu że to pomniejsi bogowie, sześcio-czteroskrzydli posłańcy, istoty pradawne, którzy w snach objawiają ludziom prawdę o ich losie.

Pośród szczytów żyją górscy ludzie, porośnięci rudym lub brązowym futrem. Kiroukczycy zarzekają się że widzą ich kilka razy do roku, a ich opisy przypominają Kulińczykom dzikich ludzi z Dalekiej Północy. Obyczaje też mają podobne, i wiele wskazuję że chodzi o ten sam typ istot. Ponoć wraz z nimi przechadzają się przełęczami nienaturalnie wysocy ludzie, o czaszkach ogolonych do gołej skóry, z jadowicie zielonymi oczami, którzy znają „mowę podziemi”, tajemne znaki i gesty, a także sekretne przejścia na drugą stronę Szukkur, oraz tunele które ciągną się pod pustyniami. Wierzy się, że mieszkają w krainach pod górami, ciągnących się pod całym kontynentem. Starcy, gdy się ich zagadnie, wspominają także o krępych stworach noszących kaptury – nie wiedzą o nich jednak nic konkretnego. Albo nie chcą gadać.

* Gór Orlich (Kurklun)

Anonim, 1783 r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz