wtorek, 7 listopada 2017

Efr Północny

Jego wybrzeża wydają się znajome. Aż za bardzo. Szerokie kamieniste plaże, samotne skały o ostrych krawędziach, ciemna zieleń soczystych traw, które jesienią stają się kruche i płowieją; zapach dziesiątek ziół i tańczące na wietrze pyłki lub barwne liście – wszystko to przywodzi na myśl Run i Kulin. A jednak to zupełnie inny świat. Kiedy wspomniane trawy płoną w świętym akcie wyniszczenia (który finalnie ma przynieść odrodzenie), podpalane przez otumanionych wywarami orków, kiedy ciemny dym zasnuwa niebo a tańczące dzień i noc płomienie popielą wszystko do gołej ziemi – wtedy mamy pewność, nie jesteśmy u siebie. Skorośmy przy ogniu i jego niszczycielskich właściwościach, mówi się że Efr ma kształt klepsydry ciśniętej na żagwie. Zdeformowanej pod wpływem żaru, przygarbionej, ale nadal zachowującej swą formę. Przyjrzymy się tu nieznacznie mniejszej, górnej „bańce”. To kawał ziemi, przy której stepy Warzarii wydają się raptem leśnymi polanami, a otwarte przestrzenie Ziem Północno-Zachodnich zaledwie namiastką tutejszych widoków. Aż po horyzont – nic. Totalna pustka, gdzieniegdzie poznaczona szerokimi korytami... aż trudno uwierzyć że w oddali, gdzie ludzkie oko nie sięga – wnoszą się potężne góry. [...]
To kraina orków a niegdyś być może również i ludzi – w starych, zapomnianych czasach... Otwarta od zachodu –  na północy ograniczana jest przez Krucze Góry – Ngarrnarr, na wschodzie przez pasma szczytów wybrzeża, zwanych przez Efyjczyków Ikhur, czyli Śnieżnogórami, a w orkowym harkocie Tumbur Hist (Kamiennymi Czubami), lub po prostu, Wielkimi Górami, bo faktycznie – nie mają tutaj sobie równych. Południe ziem gadziopyskich kończy się tam gdzie zaczyna się Harzaar – Wielka Puszcza. Jej drzewa pozostają wiecznie zielone – zupełnie jak te na archipelagach gdzie żyją czarni. Zwarta, mroczna, pełna zbutwiałych pni i obalonych konarów, przeżartych przez robactwo – między którymi czają się koty czarne i nakrapiane, zwinne smoki oraz węże, niewiele mniejsze od tych morskich, leśne kraby i ptaki-nieloty, wysokie na siedem stóp, i paskudne nadrzewne ośmiornice... przez wieki wdawała się nieprzebyta.  Ale mit ten runął, w 1341 roku nowej ery, kiedy orkowie dostali się na południe idąc wzdłuż bagien wybrzeża, i wyrąbując sobie ścieżkę przez sam środek gęstwiny. Był to straszny czas. Dla mieszkańców Kir-U, Hallkaru i północnego Basil jawił się nieomal jak początek zapowiadanego kresu dziejów. Na nic zdały się ich onagry i trebusze, deszcze zatrutych strzał czy wysokie mury. Orkowie brali to co im się podobało, powalali posągi, burzyli świątynie. Trwało to póki się nie znurzyli, i nie stwierdzili że więcej ze sobą nie udźwigną. [...]

Orki – przypominają wyrośnięte gobliny, i żyją jak one, wedle praw dzikich. Nie znają pisma, nie budują miast, nie orzą i nie sieją – a bogom cześć oddają pod otwartym niebem, nad rzekami i u szczytów gór. Aż strach pomyśleć co by to było, gdyby nasi napotkali w lasach tych mocarzy, a nie ociężałe trolle i słabe gobliny. Owszem, ich grupy stanowiły zagrożenie, i tak jest do dziś w niektórych zakątkach Wielkiego Kontynentu – na rubieżach cywilizacji. Nie można mówić że są one przeciwnikami wyłącznie dla krasnoludów – ale jednak by roztrzaskać łeb goblina wystarczy jedno celne uderzenie. Jedno. Nie trzeba do tego wielkiej siły. Wszyscy którzy noszą ich zęby na sznurkach, albo chwalą się zasuszonymi dłońmi, mówią że pękają jak gęsie jaja. A uszkodzić orka? To wyzwanie. Czaszka brunatnoskórego jest jednak znacznie grubsza niż ludzka. Działa jak stalowy hełm z porządną wyściółką. Cios który wydawałby się śmiertelny – orka co najwyżej na krótko zamroczy, szybko odzyska wigor, podniesie się i z jeszcze większym szałem, gołymi pięsciami, będzie miażdżył kirysy i wgniatał hełmy. Bez pik i berdyszy, kusz o mocnym naciągu, samotnie – ludzie nie mają z nimi szans. Zwyczajny ork przewyższa człowieka o głowę, ma mały, zadarty nos, albo wręcz nagie nozdrza, co wraz ze skórą barwy raz to zgniłozielonej, raz brunatnej – nadaje mu iście gadzi wygląd. U niektórych szczepów występują wyłącznie oczy czarne, jak u myszy, bez widocznych białek. Jedni mówią że tacy się już rodzą, inni ze zaczerniają je barwnikiem, nakłuwając gałkę kościaną igła. Są i bardziej ludzkie, złote lub szare. Czarne włosy rolują w długie kołtuny, gola albo wypalają, mają żółte, często połamane zęby, mocniejsze niż ludzkie. Ciała nie odznaczają się wieloma anomaliami, są harmonijne jednak nawet prowincjonalny medyk w mig pojmie – czy to patrząc na rycinę czy na trupa przywiezionego w miodzie – iż orkowe cielska cechuje nieco inny rozstaw kości. [...] Są bardzo masywne. Mimo to, w ich korpusach siedzi jedno serce. Para płuc. Nerki, kiszki, wszystko jak u innych ras rozumnych. [...] Szybko biegają i potrafią skoczyć w dal na kilkanaście łokci, jak dziki kot. Malują twarze wapnem lub sadzą – co tylko potęguje ich upiorny wygląd.

Orkowie mają naturę wędrowców, krążą po ziemiach które uznają za swoje, piechotą i na grzbietach czarnych koni (które cenią sobie najbardziej) – starając się nie wkraczać na ziemie innych grup – jeśli tak się stanie, dochodzi do starć krwawych i brutalnych. Nie ma ich tam w prawdzie wielu, nie są długowieczni – ale robią spore zamieszanie. Podążają za wołami, żubrami i włochaczami – zależnie od plemiennych upodobań albo konieczności. Żyją dzięki ich mięsu, ścięgnom, skórom i kościom – robią z nich wszystko co noszą ze sobą i na sobie. Polują na przepiórki, oraz nieco większe ptactwo, szczególnie chętnie te wodne, z błonami między szponami które uważają za przysmak. Kościanymi oszczepami przekuwają nieuważne ryby. Brodząc godzinami na płyciznach zbierają całe worki. Nie znają szkła ani metalu, nie tkają. Niektórzy mają wprawdzie oręż i drobne przedmioty skradzione ludziom z południa, monety, spinki i gwoździe, ale są to przedmioty bardzo rzadkie, trzymane w drewnianych pudełkach i skórzanych sakwach, pielęgnowane niczym relikwie. Wytworzone nieznanym im sposobem przedmioty codziennego użytku – uszkodzone i niekompletne – służą wielu pokoleniom, nie zawsze zgodnie ze swoim przeznaczeniem. Umieją docenić piękne wykończenie, sami także mają zwinne palce, potrafią pięknie rzeźbić w kości, drewnie, czy kamieniu, pleść maty, tak z cienkich skór jak i traw, ale nie rozumieją skąd biorą się szklane butelki czy łańcuchy. [...] Mimo prymitywności, maja szerokie rozeznanie we wszystkich rodzajach ziół, grzybów i porostów, umieją też wykorzystać sproszkowane minerały. Nie straszne im mroźne zimy ani upalne lata.

Tutejsze włochacze-trąbowce, tym różnią się od zwierząt zamieszkujących kulińską Daleką Północ, że mają zawsze niemniej niż sześć ciosów. [...] Podobnie jak jelenie o wielkim porożu, zwane dumurami, czarne orły, nagie, długoszyje baruhwiry – przypominające włochate jednorożce, tyle że bez rogów (tj. nie te heraldyczne  a prawdziwe) – uznawane są za zwierzęta święte. Nie przeszkadza to orkom nań polować, ale otaczają je szczególną czcią i szacunkiem. Zabijanie przychodzi im łatwo, bo praktykują to od najmłodszych lat, nie czynią tego jednakże dla zabawy. [...]
Orki różnie chowają swoich zmarłych, te z wielkich równin nad Kukborem i Rahwuur w kamiennych kurhanach. Co jakiś czas je powiększają, dodając ciało kolejnego zmarłego. Niektóre szczepy palą najbliższych, przedtem barwiąc ich ciała wywarami z łupin i maściami. Składają przy nich przedmioty codziennego użytku – flety, bębny, czarki, kościane grzebienie i ostrza – wszystko to czego zmarły używał za życia. W przypadku mężczyzny z dymem idzie także część oręża, tego gorszego, wysłużonego, której nie przekazują synom. Maczugi, kamienne toporki i włócznie, łuki oraz kołczany, pełne strzał, wszystko trawi żar. Nie jest prawdą że orkowe kobiety i konie uśmierca się by pochować wraz ze ich panami, być może czyniono tak wcześniej, ale dziś obserwatorzy ich życia już o tym nie donoszą. A może nigdy tak nie było?

Od pochwyconych orków niewiele idzie wyciągnąć. Żyjące w niewoli osobniki szybko odchodziły od zmysłów albo traciły wolę życia, marły we śnie lub odmawiały przyjmowania pokarmów. Brańcy nigdy nie przysłużyli się poznaniu orkowego języka, kultury ani wierzeń. Wszystko co wiemy to efekt wyjątkowej determinacji najdociekliwszej z ras. [...]
Choć może wydawać się to nieprawdopodobne, za górami Ikhur żyją ludzie. I gnomy. Tamtejsi ludzie mają rdzawą skórę i ciemne oczy, długie czarne włosy i tak jak orkowie, odziewają się w skóry. Są raczej niscy. Żyjące między nimi gnomy nie pochodzą z wybrzeża, przypłynęły tu by badać ich zwyczaje i wydobywać minerały, w zamian za gościnę przywożą im metalowe przedmioty, tandetne wyroby z południowoefryjskich manufaktur, szkło i tkaniny. Szczęśliwym zrządzeniem losu za góry orkowie nie chodzą, bo to dlań „ziemia rodzącego się słońca”, „kraina duchów i dmącego wiatru”,  nieprzekraczalna dla żywych, tych którzy pragną żywymi pozostać, dlatego milion, może dwa miliony przedstawicieli naszej rasy żyje tam bezpiecznie, żywiąc się jagodami, korzeniami i ptasimi jajami, a przede wszystkim dzięki obfitości ryb, skorupiaków i wydr morskich. To i owo o orkach wiedzą, a przebywające między nimi gnomy wszystko pilnie notują, i same wyprawiają się na wielkie równiny, by obserwować życie wędrowców. Niekiedy brani byli za dzieci, niekiedy za wysłanników bogów. Nie było ich w historii wielu, ale przynajmniej część opublikowało swe zapiski – to co po sobie pozostawili pozwala na wnikliwsze spojrzenie do wnętrza kontynentu. [...] Na Południowym Efrze mówi się że tamtejsi ludzie czytają w myślach i znają czary, przypisuje się im powalanie przeciwnika siłą woli i unoszenie w powietrzu podczas wielkiego skupienia, a jedno z tamtejszych plemion ma ponoć medykament w postaci białego proszku, który pozwala nie spać przez wiele dni i nocy. Nazywają siebie różnie: Wronami, Szarymi Sowami, Wilkami – itd. – każda grupka ma swoje święte zwierze, które w jakiś sposób miało być związane z ich przodkami. Ponoć małe grupy ich krewniaków zamieszkują też  gęstwiny Harzaaru.


W północno-zachodniej części kontynentu, na obu brzegach rzeki Rahwuur, ciągną się ziemie zamieszkałe przez potomków niejakiego Sguga, poszczególne klany krążące po tych terenach nazywają się Kanarg, Hruk i Ghyuur. Nad środkowym Rahwuurem leży dolina której ziemia ma rdzawą barwę, zwana jest Polem Krwi. W owym rozległym zagłębieniu odbywają się obrzędy związane z wchodzeniem w wiek męski, oraz święta związane ze zmianą pór roku, wędrówką słońca, kultem przodków.

Kraj potomków Snurna Czerwonego obejmuje północno-wschodnie obszary kontynentu, położone nieco wyżej jak reszta równin – między szczytami Ngarrnarr od północy a Tumbur Hist na wschodzie. Nazywają siebie Rzun Azarah. Czernią twarz sadzą.

Położone pośród mokradeł źródła Rahwuuru, i środkowy bieg Kukboru, zamieszkują orki wywodzące swe pochodzenie od Watahy Białego. Są wyznawcami boga Bhukaniszaka. Sami siebie nazywają Burhian. Szczęśliwym trafem ich bóg wyobrażany jest jako czarny karzeł – dzięki czemu kilku gnomom udało się przez jakiś czas żyć między nimi i zachować głowy, poznać ich codzienność. Dzięki przytomności umysłu przedstawili się jako jego wysłannicy.

Nad południowym dopływem Kukboru, zwanym Kamarem, oraz wpadającym doń Birknakiem, żyje Opuszczone Plemię. Orkowie wielkiej siły i postury. Wieżą że pierwsi przedstawiciele ich rasy wyszli z mgły, z nicości. Że oni są ich bezpośrednimi potomkami, a ich legendarny wódz, tysiącletni Hamador Czerwona Ręka – odszedł w mrok, pozostawiając kostur z czaszką bawołu i święty przykaz trzymania się tej ziemi. Żyją wedle praw jakie nań nałożył.

Nad dolnym Kukborem wędrują orkowie Haszar, wielcy miłośnicy raczego mięsa, skorupiaków które dorastają tutaj do kilkunastu łokci, morświnów z delty i rybożernych pelikanów.

Pozostałości wieży zwanej przez orków Sihur, leżącej na wybrzeżu, o tydzień drogi na południe od ujścia Kukboru, są świętym miejscem orków Khabara. Za jakieś sto-dwieście lat rozpadnie się doszczętnie. Jedni mówią że to resztki konstrukcji wiatraka, inni że strażnicy. Uchodzi za dzieło ludzi – jasnoskórych pradziadów Kulińczyków albo pozostałość po południowoefryjskiej kolonii.
[...]
Wszystkie orki mówią o sobie Khrun, co oznacza wędrowca – wędrującą dusze i zarazem obieżyświata. Słowo jakim my je określamy pochodzi od Efryjczyków, jest już dość archaiczne, i jego pierwotne znaczenie zatarło się wśród mieszkańców pustyń, tłumaczy się je jednak zwykle jako „potwór” (orkh).

FF

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz