piątek, 11 sierpnia 2017

O czasach najdawniejszych

Oto fragmenty wprowadzenia do „Wielkiej Wędrówki” – dzieła Iana Ianhara z Trugg, niezmordowanego kompilatora i twórcy niezliczonych opracowań dotyczących zapomnianych lat i początków ludzkiego osadnictwa w Środkowym Południu. Ianhar analizując różne stare zapiski, mity i legendy – stara się uporządkować najdawniejsze dzieje, nie tylko ludzi, ale też przodków wszystkich ras rozumnych. Z uwagi na braki w materiałach źródłowych, niejasności – nie można traktować całości jego pism jako dokładnego odzwierciedlenia przeszłości,  jednak to co pisze brzmi bardzo przekonująco, jest logiczne i nie można tego zanegować. Dlaczego? Przykładowo, wielu dziś wątpi w istnienie portali, choć niektórzy je widują, a inni otwierają – relacji jest dużo i wszystkie nie mogą być kłamliwe. Zjawisko może mieć miejsce w ramach znanych nam praw rzeczywistości... zatem czemu je odrzucać? Kiedyś nie wierzono że wysoko, ponad naszymi głowami krążą kamienne bryły – a jednak tak się dzieje, bo czasem spadają. Kto wie co jeszcze kryją przestrzenie ukryte za chmurami i nieboskłonem?
Ciężko stwierdzić czy wszystko co niżej zawarto jest zgodne z faktami i nie zawiera błędów, zwłaszcza że wiele świadectw historycznych jest ze sobą sprzecznych, ale autor nie chce na siłę niczego udowadniać i najzwyczajniej w świecie – szuka prawdy. Ma dobre intencje, sporą wiedzę, i porządne pióro – choćby dlatego warto się wczytać w jego słowa:




Ongiś, dawnymi czasy – nim jeszcze wielki Kontynent Południowy zanurzył się w odmętach oceanu (a trwało to lat bez mała tysiąc), żyli już na nim ludzie. Ludzie pierwsi, mocniejsi niźli teraz, bardziej krzepcy, kędzierzawi, o grubszych kościach. Dzieci bogów, niemalże tytani – krwi najczystszej. W kolejnych tysiącleciach zasiedlili cały świat. Część szczepów poszła w kierunku południowych kresów swych ziem, których pozostałości możemy oglądać pod postacią rozległych archipelagów Tsiroe Alm. Część założyła swe kolonie na Efrze. Niewielu docierało na północ, podówczas nieprzyjazną i skutą lodami.
Z początku niezbyt liczni – rozmnożyli się jak robactwo w gnijącej padlinie. Plemiona z południa sczerniały, Efryjczycy stali się śniadzi, tym z północy, zahartowanym zimnem – skóra pojaśniała. Część skarlała, część dała początek rasie orków i goblinów. I my od nich pochodzimy, choć nie każdy chce to wiedzieć, nie każdemu to odpowiada.
Na Południowym Kontynencie powstałą cywilizacja która otworzyła przejście między światami. A tych jak piszą uczeni – jest wiele. Portalem tym udali się w nieznane, by kolonizować nowe ziemie, zdobywać złoto, kobiety i inne dobra doczesne. Wiecznie chciwi podboju, łaknący krwi, odeszli na całe tysiąclecia. Tymczasem ludzie silnie się różnicowali, jak było mówione, odmieniły ich pokarmy, słońce i wiatr. Nie trzeba było wiele by doszło do niezgody i rozlewu krwi: między czarnymi i białymi, małymi i dużymi. Najstarsi, owi zarośnięci, przetrwali tylko na północy Kulinu, ale rzadko się ich teraz widuje. Mieszkają ponoć w podziemiach, ale nikt jeszcze ich nie odwiedził, a nawet jeśli – to z tej gościny nie wrócił. Podobni im potomkowie pradawnych mocarzy, krwi najczystszej, także się zmienili. Mróz Północy ich zahartował, sierść im zgęstniała, zesztywniała – stali się podobni zwierzętom: widzą teraz więcej, także nocą, powonienie mają wilcze, słyszą tchnienie puszczyka z odległości wielu tysięcy kroków. Widuje się ich czasem w Hure i reszcie ziem Dalekiej Północy, ale nie są to miłe spotkania.
Kiedy ci którzy odeszli przez portal powrócili, ukazali się odmienieni: gładcy i wysocy – nie tracąc przy tym nic ze swej siły – podobali się kobietom, ale brali sobie za żony głównie elfki, wedle ich ocen najpowabniejsze. Ich dzieci także były piękne, jak on. I długowieczne, ale rodziły rzadkiej niż reszta istot rozumnych. I tak jest do dziś.
[...]
W zapomnianych tysiącleciach starej ery, krasnoludy i gnomy zakładały swe pierwsze królestwa, drążyły tunele w górach oraz konkurowały z elfami, które także nie próżnowały, robiąc to samo, ponadto podróżując i opisując co widziały. Gobliny i trolle wiodły swój dziki żywot na rubieżach cywilizacji, naprzykrzając się wyłącznie słabszym krewniakom. Do czasu. Kiedy gadziopyscy się zanadto rozmnożyli, stali się zuchwali i zaczęli niszczyć elfie pola, ogałacać sady i winnice, a nade wszystko wybijać stada karłów. W odwecie palono ich koczowiska i wyżynano wszystkich którzy nie umknęli w góry, także starców i dziatwę. Na ziemiach Północnego Efru żyli jednak nie niepokojeni, i tam stali się orkami, parząc z karłowatymi trollami. Na Kulinie zepchnięto gobliny za łańcuchy Skodtallu i Isentaru, gdzie żyją zorganizowane w dzikich bandach po dziś dzień, a na Runie wybito ich do nogi, i tam spotkać ich już nie można.
W późniejszych latach elfy brały się za łby z krasnoludami, tocząc niekiedy krwawe boje, a jedni i drudzy walczyli ze słabymi jeszcze ludźmi, głównie przodkami narodów Południowego-Wschodu (skośnookimi), a także naszymi, podówczas nielicznymi jeszcze praszczurami, którzy cierpliwie czekali na swój czas pośród gór Bliskiej i Dalekiej Północy. Nim jednak doszło do tych wojen, rzezi i prześladowań, na resztki tonącego Kontynentu Południowego powróciła kolejne rzesze potomków Najstarszych. Nie minęło wiele czasu, a pojęli że nie ma tu dla nich miejsca pośród ruin i osuwisk. Mrugająca Gwiazda wskazała im kierunek: wyruszyli na północ. Kolejne wyprawy Najstarszych wsparły naszych przodków, i pomogły im zająć elfie wybrzeża. Zdeterminowani, zburzyli krasnoludzkie warownie i przepędzili długouchych. Kontynent Południowy znikał w falach Teritallu, coraz bardziej i bardziej, a towarzyszyły temu eksplozje i trzęsienia tak silne, że miasta rozsypywały się jak domki z kart. Pomiędzy nim a najbliższymi wyspami, krążyły masy zdezorientowanych badaczy, kupców i podróżników. Część z nich osiadła w Horanie, między wcześniejszymi przybyszami z pustynnego Efru. W czasach tych portale otwierano jeszcze wiele razy, choć zawsze trwało to krótko. Nigdy nie było stałych, trwały bram. Wówczas to zjawili się Kazarowie i nieznane nam ciemnoskóre gnomy, a także inne istoty, czarnookie chochliki oraz zwierzęta których wcześniej nie widziano. Zaczęły pojawiać się światła na niebie, błądzące kule i tarcze, które widuje się do dziś.
Resztki Południowego Kontynentu porosła puszcza. Część ocalałych trwała tam w cywilizacji, ale z czasem zdziczeli. Większość osiadła w Kulinie. Lud żeglarzy i podróżników, ludzi światłych i silnych, zapomniał o swej kolebce, zapomniał pieśni, modlitw i znaków pisma, a różnice i waśnie narastały. I tym żyli, niszczeni złą wiarą i pokrętnym słowem. Wielu Najstarszych szybko od tego pomarło, ot tak, ze smutku i cierpienia, rozczarowanych tym do czego przyszło im powrócić, jakby to powietrze przestało im służyć. Równie wielu od miecza, bo okazji po temu także nie brakło. Ci którzy wiązali się z naszymi prababkami, nie mieli już synów tak silnych jak oni, i to również było wiadomym znakiem że czas ich przeminął. Takie były nasze dzieje.
[...]
Prawie wszystkie rasy rozumne są ze sobą spokrewnione – dowodzi tego fakt iż mogą  się między sobą krzyżować, a średnio połowa dzieci z takich związków jest płodna. Rzadko do tego dochodzi, zwłaszcza jeśli poszczególne nacje bardzo się od siebie różnią, ale to tylko dlatego że są sobie niechętne, nie pociągają się wzajemnie – niemniej jednak, jest to możliwe. [...] Bez względu na intencje i okoliczności w jakich obcują: czarni mogą mieć dzieci z białymi, skośnoocy z Efryjczykami, krasnoludy z elfami i gnomami, i tak dalej. Orki czy gobliny – także mogą krzyżować się z wyższymi rasami, rodzą harmonijnie zbudowane dzieci (choć jest to często potomstwo kalekie umysłowo).

Ian Ianhar z Trugg, rok 1544

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz