niedziela, 16 lipca 2017

Południowy Kontynent

Gdzie się człowiek nie ruszy, czy to będzie kraj biedny, czy bogaty, niezależnie od tego czy zatrzyma się na dworze pośród ludzi bywałych w świecie, światłych, czy też będzie gawędził w karczmie, z miejscowymi moczymordami, wszędzie usłyszy tę legendę: historię wielkiego kontynentu* który przed tysiącleciami zatonął pośród fal Teritallu: jedne opowieści twierdzą, że zaszło to w ciągu kilku dni, a zdarzenie poprzedzały eksplozje gór i trzęsienia, inne, że pogrążał się w odmętach powoli, w ciągu wielu setek lat,  tak iż kolejne pokolenia porównywały co zostało z ziem ich ojców, i stopniowo opuszczały jego brzegi, kierując się ku niezamieszkałym ongiś lądom, ku zatokom Kulinu i ujściom rzek Południowego Efru, wówczas jeszcze żyznego i zielonego. Świadectw jest tak dużo, że nie można traktować ich jak ludowych opowieści o olbrzymach, syrenach czy kilkugłowych smokach. Co z tego wszystkiego jest jednak prawdą? Oraz czy opowieści mówią o jednym kontynencie, wielkiej wyspie, czy też kilku lądach – które spotkał ten sam los, niekoniecznie w tym samym czasie? Kolejne świadectwa mnożą znaki zapytania. 


Wedle opinii wielu badaczy, Zatopionego Kontynentu należy szukać na obszarze archipelagów Dalekiego Południa, mają być jego pozostałościami, a potwierdzać się to zdają, prócz słów starców i materiałów pisanych, również ruiny świątyń, zagadkowych murów, placów i dróg. Ich zarośnięte ruiny znajdujemy w głębi puszczy. Rozsadzają je korzenie, a półmrok wielkich drzew czyni niewidocznymi dla niewprawnego oka. Są kompletnie zapomniane i powoli znikają; przykryte ziemią i warstwami gnijących liści, kruszeją bez niczyjej wiedzy, a jeśli jest inaczej, jeśli się o nich pamięta – nierzadko uważane są za przeklęte, za miejsca gdzie nie wolno chodzić, skąd wraca się odmienionym, nawet jeśli świadomość tej odmiany przychodzi dopiero po dłuższym czasie. Resztki budowli znajdujemy także na plażach i w płytkich zatokach. Nawet na wpół zagrzebane w piasku, pokryte muszlami, robią wrażenie, a śmiejące się z dna obtłuczone lica prastarych bogów, królów i ich dzieci, intrygują rysami przypominającymi nasze.
Mimo że wszystko zdaje się przesądzać za prawdziwością przekazów dotyczących zatonięcia kontynentu, warto mieć na uwadze że ludzie lubią wyolbrzymiać zasłyszane historie, te zaś przez lata się zmieniają, a wszystkie pozostałości dawnych budowli, wykorzystywane teraz przez mieszkańców wysp inaczej, przebudowywane wedle lokalnego gustu i potrzeb – nie muszą być wcale tak stare jak się powszechnie utrzymuje. Nie sposób oszacować ile naprawdę mają lat. Niektóre posiadają inskrypcje, które mogłyby coś powiedzieć – ale nie umiemy ich odczytać, poza tym że kompletnie obce, są pokiereszowane i niekompletne. Zielsko pleni się na Dalekim Południu na potęgę, a wichury są tu kilkukrotnie silniejsze niż te znane w naszych stronach – natura ich nie oszczędza. Sporo ruin leży na dnie, co może sugerować, że albo kiedyś wyspy były bardziej wypiętrzone, albo też doszło do podniesienia się poziomu wód. Obie możliwości brzmią bardzo atrakcyjne w uszach zwolenników teorii zatopionego kontynentu, ale nie stanowi to dowodu na to, że kiedyś był tu jeden rozległy ląd. W północnej części Tsiroe Alm znajdziemy znacznie więcej pozostałości po dawnych mieszkańcach niż na południu. (Na wyspach najbliższych Południowym Rubieżom nie ma ich prawie wcale). To skłania do zastanowienia się czy tak rozwinięta społeczność nie powinna zagospodarować równomiernie całego terenu? (Zwłaszcza jeśli wyspy były kiedyś rzekomo połączone). Niektóre scenariusze sugerują jednak, że cywilizacja kwitła tylko w części północnej, gdyż tylko tam było to możliwe.
[...]
Feherie Is Zira – wykładowcę orizkiego Uniwersytetu Insigh, Haar Burzana – bruskiego badacza i metalurga, Turn Bur Kohomira z Marbadu – kronikarza oraz poetę, półelfa Triso Elm – doradcę wielu koronowanych głów, mędrca, Manhira – wypychacza ptaków i znamienitego rysownika, a także Kolina z Firsin, królewskiego kartografa – wszystkich łączyło jedno, niezależnie od specjalizacji, wyuczonego zawodu, i przekonań religijnych, uważali że Południowy Kontynent był kolebką ludzkości, w czasach, kiedy wszystkie rasy rozumne były do siebie podobne. Zsir, Burzan, Kohomir, Elm, Manhir, Kolin i wielu innych, włączając w to pokaźne rzesze gnomów, byli o tym święcie przekonani. Zapisali tysiące stron, drukowali swe dzieła w dziesiątkach egzemplarzy oraz przemawiali publicznie, na uczelniach, w domach nauk, świątyniach, wierząc, że wiedza o wspólnych korzeniach i utraconym dziedzictwie może przynieść kres lokalnym waśniom, zaprowadzić pokój między możnych i skłaniać do wypracowania nowych standardów, uspokoić politykę.
[...]
Tak kiedyś jak i dziś, legendy zapładniają umysły różnych ludzi, bywa, że wychodzi z tego coś dobrego. Nakłaniają do rozważań, bacznych analiz i zmiany myślenia, ale też do praktyk co najmniej zaskakujących. Cóż mam na myśli? „Dowody spoczywają w mulistym dnie Teritallu” – rzekł swego czasu Manhir, zaraz potem dodając z rezygnacją, iż nigdy do nich nie dotrzemy. A może nie? Słyszy się coraz częściej że gnomy konstruują nieprzemakalne skafandry w których opuszczają się w głębiny, podobne do tych z jakich korzystają w swoich hutach, w obawie przed poparzeniem. Póki co robią to w jeziorach i w szybach zatopionych kopalń... ale skoro im się udaje... czyż na morzu nie jednym problemem będzie długość rury?
[...]
Jeśli uznać to o czym teraz czytasz za prawdę, to czy Run, albo Kulin, póki co wolne od tego typu obaw – mogą kiedyś zacząć tonąć, albo zapadać się pod ziemię? Czy istnieje zagrożenie dla świata który znamy? Czas pokaże, ale badając przeszłość, możemy przygotować się na przyszłość, rozpatrzyć różne scenariusze, przygotować się. Jak wiemy, historia lubi się powtarzać.

J.R.


* Wielki Kontynent, zwany jest też Kontynentem Południowym lub Wielką Wyspą; każdy lud ma nań swoje określenie, wrośnięte w lokalną kulturę i wierzenia, ale w pracach naukowych stosowane są one wymiennie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz