czwartek, 27 lipca 2017

Nocni wędrowcy

Gromadząc teksty obieżyświatów, kupców, awanturników oraz uczonych – odwiedziłem wiele bibliotek, księgarń i antykwariatów, a pot ze skroni sączył mi się obficie (zwłaszcza kiedy tomy były przyciężkie). Przewertowałem tysiące stronic niechlujnych bazgrołów, rękopisów cennych i wartych mniej niż papier na którym je spisano; przebrnąłem przez sterty druków uniwersyteckich; kartkowałem książki sygnowane znakami znanych spółek oraz te opublikowane nakładem własnym – wszystko co wpadło mi w ręce. I stale natykałem się na informacje o jasnych, błądzących kulach, traktowanych różnie, raz to z czcią nabożną, innym razem jako nocne dziwy, nieznacznie odmiennie opisywanych, zawsze zbliżonych jeśli idzie o formę i zachowanie. Niemalże identycznych. Jedne mówiły o tym zagadnieniu mniej, inne więcej, a stosunek do zjawiska i interpretacja zależała od przynależności do wyznania i stanu umysłu obserwatora.

Widywane były w każdym znanym nam zakątku świata – na Runie, na Kulinie, w Efrze, na Dalekim Południu. Wszędzie, bez wyjątku. Świadectwo mego wuja* nie było pierwszym z którym się zetknąłem, ale wcześniej nie przykładałem do tego wagi. Teraz nie ma jednak dnia, w którym nie dumam – choćby i przez chwilę – nad tym co krąży ponad nami.

Znają je i gobliny i orkowie, krasnoludy, elfy, gnomy – wszystkie rasy rozumne... od tysiącleci. To nie jest fenomen wyłącznie ludzkiej wyobraźni, jak mawiają niezorientowani w temacie głupcy, skorzy wyśmiać wszystko i wszystkich. To dzieje się naprawdę. Nie od dziś! Aby się przekonać wystarczy pogrzebać w źródłach: świadectwa są już kronikach spisywanych w Cinubrii i Horanie na długo przed lądowaniem białych ludzi w Środkowym Południu, w pismach elfów i krasnoludów. Interpretowano je jako znaki od bogów, dusze zmarłych, istoty spoza tego świata; niektórzy widza w nich dzikie portale, inni świetliste zwierzęta, dziwaczne pioruny lub wytwory magii. Wiemy że świecą własnym światłem i poruszają się w ciszy – ich średnica waha się od łokcia do kilku. Na ogół płoszą zwierzęta (z pewnymi wyjątkami). Na istoty rozumne działają różnie – wywołują ataki paniki bądź odbierają wolną wolę. Ci którzy się z nimi stykają, niekiedy ulegają całkowitej odmianie. Coś w nich pęka i zaczynają przejawiać cechy jakich wcześniej nie mieli, tracą rozum bądź popadają w chorobę. Kobiety w wyniku spotkań z nimi tracą płody, pastuchowie znikają na kilka dni i nocy, a kiedy się znajdują – nie są w stanie powiedzieć co z nimi się działo. Bywa że po takich spotkaniach mają na plecach zagadkowe nacięcia, ubytki skóry, kręgi, krwawią z uszu, nosa i odbytu. Roztrzęsieni nie mogą jeść tygodniami – wszystko zwracają i nie śpią po nocach.

Nikt nigdy nie przedstawił racjonalnego wytłumaczenia, czym są owe światła – płyną po niebie powoli, wysoko i nisko, niekiedy nad drzewami, innym razem błądzą tuż nad ziemią. Między pniami i w konarach, pośród chałup – wszędzie czują się dobrze i nigdy nie wpadają na przeszkody. Unoszą się, zatrzymują – niekiedy ponoć mrugają. Niektórzy coś z tego mrugania rzekomo wyczytują.
Podobno w sprawę są zamieszane gnomy – ale nikt nigdy nie podał żadnych szczegółów (miałoby iść rzekomo o ich osobliwe praktyki, czynione w tajemnicy – na peryferiach świata, w Hure i Hrollnairdzie, oraz wszędzie tam gdzie mogą działać nieniepokojone, z dala od wścibskich oczu).

Zjawisko przyciąga chochliki i dzikich ludzi. Ostrożni zwykle dzicy, podążają za nimi jak w transie, po skałach i pagórkach, niekiedy zapędzając się między chaty. Chochlicze gniazda i żerowiska pustoszeją nim jeszcze nocny wędrowiec pojawi się w powietrzu. Ludzie lasu, łowcy i pasterze, dobrze to znają, kiedy tylko usłyszą świergot w listowiu, pośród traw – wiedzą że trzeba mieć się na baczności. Niektórzy próbują się wtedy ukryć – ale na niewiele się to zdaje.


Opisów spotkań z tańczącymi światłami są tysiące, a jeszcze więcej historii krąży w przekazach ustnych. Niżej przedstawiam zaledwie wybór co ciekawszych, wraz z datami obserwacji. Niekiedy śledziły całe miasta, wsie i karawany.

Obserwacje w Starej Erze:
2331 – trzy krasnoludzkie statki handlowe, płynąc nocą wzdłuż wybrzeża dzisiejszej Barny obserwują sześć tańczących kul na znacznej wysokości, jeden z nich tonie, naprowadzony na skały przez spanikowanego sternika. Jego załogę ratują okręty towarzyszące, ale w niejasnych okolicznościach ginie kilku ludzi ze statków które nie ucierpiały podczas tej przygody. Odnajdują się dopiero po kilku dniach, mimo że nie mieli gdzie się ukryć a statki nie zawitały w tym czasie do brzegu.
1500 – kula płynie nad krasnoludzkim miastem Mahawr, obserwuje to setka zbrojnych obsadzająca strażnicę.
1113 – mieszkańcy elfiej wioski zapisali, że zimą, co dwa-trzy dni, widywali nad wioską światła, które dzieliły się a potem łączyły, opuszczając na ziemię jasne punkciki.
903 – podczas bitwy wojsk Bael z siłami Cinubrii, nad głowami tysięcy żołnierzy przelatuje świetlista kula. (Inni mówią że skrzydlata bogini Inn Y-Hassar, i tak też ją widzą).
802 – dwie świetliste kule „toczą walkę” nad górami Isentar, w Kraju Wschodniej Puszczy (Ibria), widzi to elfia karawana. Na drugi dzień odkrywają że w czasie nocnej podróży, która miała im zaoszczędzić dzień drogi, nie posunęli się od miejsca postoju o więcej niż sto kroków (!).
332 – ginie następca tronu Neuwy. Odnajduje się po roku, twierdząc ze pochłonęła go światłość, kiedy przechadzał się pałacowymi ogrodami, a następne co pamięta to wirujące nad nim błędne ogniki i wieśniaków, którzy zabrali do go domu zgromadzeń, widząc że jest ledwo żywy i w geście bezinteresownej pomocy doprowadzili do porządku, nierozpoznając w nim syna władcy.
26 – światła krążą nad barnijskim miastem Beantrai, miejscowi uważają że to zwiastun kary za wyrżnięcie elfiej mniejszości, skupionej wokół podgrodzia. Nie zachodzi jednak nic złego.

Obserwacje w Nowej Erze:
100 – o zmierzchu, kula wlatuje do kamienicy w porcie Irun nie czyniąc nikomu krzywdy.
1100 – żona kowala z gór Heiw Ban, będąca w zaawansowanej ciąży, traci ją w czasie snu. Nie mówi o złośliwych elfich wiedźmach ani ich czarach, ale o kulach pokazujących jej różne obrazy, symbole, twarze zmarłych bliskich. Po tym zdarzeniu jej łono stało się jałowe.
1210 – Północni Kazarowie płyną na drugi brzeg Wielkiej Zatoki, ku Górom Umarłych, by założyć tam kolonię, zawracają kiedy nad ich statkiem zawisa jasna kula. Druga wyprawa z tego samego roku dociera na przeciwległy brzeg, zakłada obóz, buduje palisadę, ale po kilku miesiącach opuszcza go twierdząc że „tu naprawdę mieszkają dusze zmarłych”.
1599 – zimą Warzarowie napadają na hatlańskie strażnice, jeńcy twierdzą że prowadził ich kule świetlne, duchy tej ziemi.
1601 – podczas wyrębu w Oubissirze znika kilku krasnoludzkich drwali. Odnajdują się dopiero po tygodniu, nie pamiętają gdzie byli ani co się z nimi działo, ostatnie co zachowało się w ich pamięci to tańczące kule między drzewami.
1708 – dziecko pasterza z Heiw Banu twierdzi z łzami w oczach że białe kule za pomocą czarów sprawiały iż pozostawione pod jego opieką kozy zaczęły mienić się kolorami tęczy, a potem znikać. Jedna po drugiej. Obserwowało jak schodziły w dół i „wsysały” zwierzęta.
1709 – kilku gnomów z Mohor Tag obserwuje przez przydymione szkło czarną kulę przesuwająca się po tarczy księżyca, zostaje to zapisane w miejskiej kronice jako dobry omen. Obok tego wpisu poczyniona jest dygresją że uczeni widywali niekiedy jasne rozbłyski na księżycu – co być może wiąże się z tańczącymi kulami.

(To ciekawsze zdarzenia. Znacznie więcej obserwacji przebiega spokojnie i nie łączy z żadnymi sensacjami).

T.K. Neireik

* patrz WSTĘP, tj. Kilka słów od kompilatora Opisania Świata – T.K. Neireika (przyp. GT)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz