poniedziałek, 31 lipca 2017

Dziwne zdarzenia: znikające wioski

Są takie opowieści, w których giną całe wioski. Jednego dnia ludzie robią w polu, oporządzają zwierzęta i zajmują się swoimi sprawami, a drugiego już ich nie ma. Przychodzi noc, a wraz z nią nieznane. I po nich.

W sąsiednich wioskach nikt nic nie widział, o niczym nie słyszał. Jedna wielka niewiadoma. Z rzadka tylko jakiś obłąkany będzie mówił coś o wirujących światłach na niebie, lub że miał widzenie, że przyszli święci i zapowiadali że tak się stanie. I tyle.
Niewydojone krowy muczą, koty stoją nad pustymi miskami, a gospodarzy nie ma.

Jeszcze sto lat temu, często mówiło się o takich przypadkach w kontekście mrocznej działalności elfów (które z zasady obwinia się o całe zło tego świata). Miałyby one uprowadzać ludzi na Północ, w łatających statkach albo studniami, lub topić w rzekach, z kamieniami u szyi. Wedle tych którzy wierzyli iż przejrzeli ich intencje, miałoby to doprowadzić do wyludnienia cichego Południa, i tym samym do powrotu długouchych na łono utraconej ongiś ojczyzny.

Inni twierdzili że porywacze nie przypominali ani elfów, ani ludzi, i nie kierowali się tak niskimi pobudkami jak odwet, zemsta czy przyjemność mordu. Wprawdzie ich świadectwa nie są bezpośrednie, opierają się jedynie na tym co zasłyszane, i domysłach – ale z braku laku warto się im przyjrzeć: ponoć gnomy i krasnoludy, które żyły tu nim jeszcze przyszły elfy też spotykały się z takimi historiami. Sami długousi zresztą także znikali bez wyjaśnienia. Ponoć są inne światy, podobne do naszego, gdzie jest dzień i noc, lato i zima, albo i całkiem odmienne, lecz realne – gdzie ich nie ma, a ta siła, te istoty, zasiedlają je porwanymi. Są ponoć inne morza, płytkie tak, że sięgają raptem do kolan i miedzy wyspami podróżuje się piechotą, są inne kontynenty, gdzie nie ma drzew, gdzie tylko piasek i kamienie, jak na Południowym Efrze. I takie gdzie w ogóle nie ma lądów, a ludzie żyją na tratwach, łodziach oraz platformach splecionych z przerośniętych wodorostów. I wiele innych. A skoro nasz świat jest kulą pośród pustki a nie kręgiem pod kopułą, to czemu by nie miałoby być innych? Czy naprawdę słońce i księżyc krążą wokół naszego świata, czy też to my kręcimy się wokół nich? A skoro tak, to czy nie mogą towarzyszyć nam w tej wiecznej wędrówce i inne globy, równie nieświadome swej natury i przeznaczenia?

Hhiss Ot Tympion (drugi syn Zurwina)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz