niedziela, 12 sierpnia 2018

Czarna Ziemia (Holm)

Czarna Ziemia, po holmsku Mhazaar Har, w języku rdzennych wyspiarzy Kheoro. Duża wyspa w środkowej części Zachodniego Skupiska, leżąca między Archipelagiem Rkarskim na północy a Kunaszirem na południu, w bliskim sąsiedztwie Wyspy Świętego Celenhurta, którą nieco przewyższa powierzchnią. Geograficznie i kulturowo należy do Rkaru. Tamtejsza ludność jest im podobna językiem i obyczajem, ma takie same rysy twarzy i identyczną karnację.
Wyspa bierze swe miano od ciemnoszarych skał wybrzeża i szarego piasku szerokich, łukowatych plaż. Ponure wybrzeże ożywiają pasma rozrośniętych namorzynów. Wnętrze jest zielone, prawie w całości pokryte wielkimi drzewami różnych gatunków, o ogromnych, wijących się korzeniach między którymi rosną skrzypy i rozłożyste paprocie. W wyniku trwających setek lat prac przy karczowaniu odsłonięto żyzne pokłady ciemniej gleby i wysiewa się tam kulińskie zboża. Najbardziej pracowici gospodarze zbierają z nich plony dwa razy do roku. Użyźniają ją gnijącymi liśćmi, jakich pełno na wyspie. Daje to świetne efekty, mimo trudności wynikających z obfitych opadów.
Jako że wyspa leżała z dala od innych zamieszkiwanych przez rkarskie plemiona, uszła początkowo uwadze Wigrichtyczków, który usilnie starali się opanować te tereny, ale byli nieprzygotowani na tak zdeterminowaną obronę. Kiedy udało im się osiąść na Wyspie Świętego Celenhurta, i zachęcić do przybycia holmskich osadników, mieszkańcy południowego Haggaru oraz kolonii w Skupisku Południowo-Zachodnim dowiedzieli się o leżącej na uboczu, a przez to odciętej od pomocy sąsiednich rkarskich plemion,  żyznej czarnej wyspy, która w zasadzie tylko czeka by ją zawojować i wziąć na własność. Koloniście słali listy do rodzin pozostałych w ojczyźnie i zachęcali do wysiłku, zakładali że tam, poza wigrychtyjską kuratelą – będzie im się gospodarzyło lepiej. Wigricht zajęty    zamieszkami we wschodniej części Rkaru nie protestował. Nie miał też możliwości rościć sobie praw do tego lądu. Stopniowo, do południowo-wschodnich brzegów zaczęły przybijać pierwsze statki wypełnione Holmczykami rozczarowanymi życiem w Skupisku Południowo-Zachodnim, uciekinierami z Wyspy Świętego Celenhurta, awanturnikami z kulinskiej ojczyzny, oraz wszystkich kolonii gdzie oferowano im wcześniej ulgi czy niewielkie nadania ziemskie (a gdzie nie mieli szansy na stołki w ratuszu ani kontrole nad skarbcem). Sprowadzali się tam przez cale stulecie, a potem kolejne. Wymordowali sporą część miejscowej populacji, a choroby jakie przywieźli dopełniły dzieła. Szacuje się że z dwóch milionów czarnych ostało się przy życiu zaledwie kilka tysięcy. Wielu z nich wzięto w niewole i odsprzedano do innych kolonii, jako tanią silę roboczą. Część popłynęła na Kulin. Holmczycy nie mieli w zwyczaju mieszać z nimi swej krwi – toteż wygląd rdzennych wyspiarzy pozostał niezmieniony. 

Zastane ruiny w większości zostały rozebrane. Spękane kamienne płyty i stele posłużyły do budowy fundamentów chat, stodół oraz obramowań studni. Z mniejszych robiono kotwice statków bądź brukowano dojścia do budynków. Pierwszym miastem Holmczyków był Heol, wyrosły obok identycznie nazwanego drewnianego fortu, w miejscu pierwszych lądowań. Pierw obsługiwał małą przystań, złożoną z kilku krzywych pomostów, która z czasem stała się średniej wielkości portem, a potem bramą do całej Mhazaar Har. Dziś czerpie się tu zysk głównie z korzennych przypraw, pozyskiwanego na niewielką skale oleju ziemnego, oraz uprawy lokalnych owoców. Ludźmi nie handluje się tu już od dawna. Holmczycy którzy mają w swej naturze że żywemu wielorybowi nie przepuszczą, zaczęli polować na tutejsze białe i szare średniaki – po części dla mięsa które tak lubią, a także dla pozyskania ich oleju, którego transport z ojczystych stron byłby zbyt drogi. Ów stanowi stały element ich kuchni i ciężko się im bez niego obyć. Podobnie jak tutejsi czarni, bardzo lubią krowy morskie, które niestety prawie wybili bo przypominały im w smaku mięso wielorybów.
Wyspa jest duża, i holmska administracja sprawuj faktyczną kontrolę tylko nad południowo-wschodnimi wybrzeżami, Na północy ludzie giną w niewyjaśnionych okolicznościach, i trudno orzec kogo trza by za to winić. Giną pojedynczy ludzie i całe wioski. Najczęściej mówi się że to czarni, którzy się mszczą, ale tych rzadko się tam widuje. Jest to po dziś dzień zagadką, ważnym elementem lokalnych opowieści snutych przy tutejszych wyrobach gorzelniczych. Podróżny który trafi na Czarną Ziemię winien pamiętać o tym by nie zapuszczać się samotnie w głąb lądu, poza pola i pastwiska, a także zrezygnować z samotnych przechadzek o północy. Mimo wieków jakie minęły – wyspa wciąż kryje wiele tajemnic, a próby docieczenia ich genezy kończą się niekiedy marnie.

sobota, 28 lipca 2018

Wyspa Świętego Celenhurta (Holm)

Duża samotna wyspa między Rkarem a Kunaszirem, powierzchniowo zbliżona do barnijskiego półwyspu Oin. „Wydaje się jeszcze większa niż w rzeczywistości z uwagi na okalające ją namorzyny, rośliny o grubych korzeniach – szeroko rozrastające się po przybrzeżnych płyciznach. [...] Wodne drzewa zajmują jedną trzecią wybrzeża i dorastają do trzynastu stóp. Tworzą labirynty przez które nie sposób się przedrzeć ani łodzią, ani wpław. Tam gdzie ich nie ma – dominują skruszone szare skały. W miejscu osuwisk, w zagłębieniach, między stromymi brzegami – morze nanosi jasny piasek, tworząc niewielkie, wąskie plaże. Za namorzynami na pofałdowanej gliniastej glebie rosną grube drzewa o nieproporcjonalnie małych koronach.

W środkowej części wyspy znajdują całkiem zarośnięte, ziemno-skaliste wypiętrzenia, pośród nich, po długiej i żmudnej wspinaczce, wytrwały piechur ujrzy trzy kratery. Najstarsi wyspiarze nie pamiętają by kiedykolwiek pluły ogniem, ale tak właśnie musiało być. Jak żywo przypominają te które do dziś dają we znaki mieszkańcom sąsiedniego Rkaru”
.

Na wyspie wydobywa się olej skalny, póki co w niewielkich ilościach, głównie z miejsc gdzie pozyskiwali go wcześniej wyspiarze, ale sprowadzone z Kulinu gnomy dwoją się i troją by to zmienić.

Wyspę nanieśli na mapy Wigrichtczycy, oni też pierwsi uznali to terytorium za własne, ale zasiedlali ją głównie biedacy z Holmu: robotnicy, zwykli tragarze-analfabeci, drwale, cieśle i powroźnicy, hodowcy bydła oraz ludzie morza (zachęcani do tego przez tyhmarskich urzędników, obiecujących po wsiach i miasteczkach złoto, rekompensaty oraz przywileje). Z czasem zaczęli sprowadzać się tam także kupcy, skuszeni korzystnymi cłami. Oni też budowali port i stolicę, a z czasem i inne osady, populacje zwiększyli również osadnicy rozczarowani Skupiskiem Południowo-Zachodnim, oddalonym od Wyspy Świętego Celenhurta o zaledwie tydzień żeglugi. W końcu wyspa przeszła oficjalnie we władanie holmskiej korony, w ramach ocieplania stosunków między dworami: w 1666 odkupiono ją za symboliczną skrzynię srebra oraz gwarancję stałych dostaw miejscowych nasion, pikantnych owoców i oleistych orzechów, wszystkiego w pierwszym gatunku i po niskich cenach. Kiedy władza Holmu się umocniła, miejscowi przestali wywiązywać się ze swego zobowiązania, a ciężar dostaw pożądanych produktów spadł na kolonię rkarską i placówki z Irailu (w Skupiskach Wschodnich).



Wyspę odkryto w roku 1566, w dniu narodzin wigrichtyjskiego świętego Iceana Celenhurta.

Głównym miastem wyspy jest port Hairo, pierwej zwany Nowym Difarem, na pamiątkę miasteczka gdzie rzekomo święty przyszedł na świat.

[...]

Miejscowi byli liczni, ciemnoskórzy, wedle tego co po nich pozostało ocenia się że pokrewni Rkarczykom. Holmczycy wybili ich co do jednego – paląc im wioski i strzelając doń jak do ptactwa. Stosunki między przybyszami a tubylcami od początku były trudne, a wręcz wrogie, ale nawykli do rywalizacji mieszkańcy południowego Haggaru nie zrezygnowali z zasiedlania nowych terenów, i z roku na rok brnęli w głąb lądu. Stawiających opór zabijali bez wahania. Na tych dzikich którzy umknęli przed ich kordami, którzy rozdarłszy sieci umykali w gęstwinę, latami urządzano tłumne polowania. Uchodzące do lasu matki z dziećmi, ciężarne, krzepkich starców – bez skrupułów pozbawiano kończyn, a potem pozostawiano samych sobie, pośród robactwa i gnijącego listowia. Ich dłonie i stopy dumnie obnoszono w osadach jako trofea. Niekiedy wypłacano za nie nagrody. Tutejszych czarnych spotkał równie makabryczny los jak gobliny w południowym Kulinie, i choć potomkowie tamtych osadników mówią dziś o tym swobodnie, zwykle nie są z tego dumni. [...]

W okresach kiedy brakło rąk do pracy, kiedy terminy goniły a pod ręka nie było miejscowych których można by zagnać w pole i do wyrębu, Holmczycy musieli sprowadzać czarnoskórych z innych kolonii. (I tylko z tego powodu żałowali że pozbyli się tubylców).

sobota, 21 lipca 2018

Skupisko Południowo-Zachodnie (Holm)

Wyspy leżą na południe od Archipelagu Gwiazdy Ijaz, na skraju Zachodniego Skupiska – większość ma kształty nieregularnych pierścieni i niewielkich, górzystych kleksów. Piaszczyste plaże urozmaicają obłe skały. [...] Już z daleka cieszą oko zielenią. Tu także wiatry i fale przyniosły nasiona wielkich drzew – których rozłożyste korony sięgają niekiedy stu trzydziestu stóp nad poziomem wody. Ich korzenie chronią wyspy przed niszczycielską działalnością fal i stanowią siedliska niezliczonych krabów, ptaków i gadów.

Archipelag został odstąpiony przez Barnę Holmczykom w roku 1661, z okazji zaślubin króla Nethera VIII z trzecią córką króla Koggara – błękitnooką Mai Thannae, zwaną Ptaszyną z Arlen. Nim do tego doszło, był to obszar sporny tych dwóch państw, jedynie przez krótki czas, kiedy los sprzyjał Barnie, znajdowały się tutaj obozowiska ich marynarzy. Rozproszone wyspy są częściowo zasiedlone przez wyspiarzy o skórze śniadej, smolistych włosach i zielonych oczach, rozmiłowanych w tatuowaniu, skaryfikacji i splataniu włosów w długie warkocze. Spiralne blizny i tatuaże pokrywają ich ciała od stóp do głów. Czarni nie znają pisma, i pełnią one pomocnicza role w przekazywaniu ludowych porzekadeł, mitów i symboli. Jedynym bogactwem wysp są orzechy, mnożące się na potęgę kraby i skorupiaki. Kiedyś, nim ustalono zakaz takich praktyk – wywożono stąd dzikich do pracy w gospodarstwach holmskich bogaczy.

niedziela, 15 lipca 2018

Skupisko Perie (Szykwalk)

Rój niewielkich wysp i wysepek,  często w kształcie nieregularnych pierścieni, we wschodnim krańcu Zachodnich Archipelagów – między Thau na północny i łańcuchem Bahaar na południu.  Leży w znacznym oddaleniu od Rkaru i reszty wysp środkowych, i wiele czasu minęło nim dotarły tam pierwsze statki z Kulinu. Przez długi czas zakładano że dalej na wschód nic już nie ma. Od dużych wysp na zachodzie Perie dzieli płytkie morze, zwane przez krajowców Zahar – pełne skał i raf, niekiedy sterczących zdradziecko tuż pod lustrem wody, będących utrapieniem żeglarzy, niezależnie od typu jednostki.

Wyspy skupiska są w większości płaskie bądź pokryte niewielkimi wzniesieniami, będącymi pozostałościami dymiących gór, które  najwyraźniej zapadły się pod własnym ciężarem jeszcze w czasach gdy nie było tam ludzi. Zamieszkałe są tylko te większe, bo małe obręcze nie dają pewnego schronienia. Podczas sztormów w wielu miejscach zalewa je woda. Duże i szerokie są jednak domem setek i tysięcy niebieskookich wyspiarzy, śniadoskórych i czarnowłosych, mieszkających w domach na palach, o plecionych ścianach i dachach z liści. Żyjących głównie z rybaczenia i zbioru orzechów. Skromnie, ale bez głodu i trudności jakich doświadczają chociażby Rkarczycy czy nieliczni rdzenni mieszkańcy Iaru. Krów morskich, cenionych ze względu na mięso, tu wprawdzie nie uświadczysz, i trzeba powoli chwytać małe rybki, kraby, małże i inną drobnicę by napełnić żołądek, ale smoków morskich też nie ma tam za wiele. Zatem warunki do życia są bardzo korzystne.

Połowę mieszkańców stanowią przybysze z Szykwalku i sąsiednich księstw, częściowo zmieszani z miejscowym ludem. Głównym portem Perie, gdzie mieszka najwięcej potomków Kulinczyków jest Illean – to raptem kilka ulic na krzyż i krótkie molo, ale w oczach okolicznych dzikich to pępek świata. Drewniana osada skąpana we kwiatach i soczystych liściach, nijak nie przypominająca centrum administracyjnego, i dopiero dopytując, idzie znaleźć dom zgromadzeń i sypiący się, jednopiętrowy ratusz. Widnieje na nim tarcza z tym samym herbem którym pieczętuje swe towary Kupiecka Dzielnica Ewentail, z której pochodzili pierwsi koloniści (tj. postać świętego Aih-Ru, czyli Hebzara – mnicha stojącego z otwartymi dłońmi, w ciemnych habicie, trzymającego w jednej dłoni księgę, a drugą wykonującego magiczny gest).

Na wyspach nie ma nasion ani korzeni czy owoców z których można uzyskiwać przyprawy, ale jest tam wiele drzew rodzących orzechy z których pozyskuje się aromatyczny olej. Są bardzo pożywne i je się je tu na surowo albo pieczone w popiele. Ponadto okoliczne wody są domem dla wielu dużych, tłustych ryb, bardzo szybkich i silnych, dla krajowców niemalże nieosiągalnych, ale przy dobrym osprzęcie wprawny Kulińczyk można je złowić; są tu muszle wielkości młyńskich kół, które rodzą wielce pożądane przez jubilerów perły, a samych mieszkańców można łatwo i tanio nająć do pracy na plantacjach w innych zakątkach Zachodnich Archipelagów, gdyż każdy młody pragnie na jakiś czas opuścić rodzinne strony, zarobić i wrócić obwieszony cynowymi kubkami, garnkami oraz barwionym szkłem, by godnie pojąć żonę, wyprawić huczne wesele i wkupić się w łaski teściów. Jest to już niemalże element lokalne tradycji.

wtorek, 19 czerwca 2018

Rkar Niezależny

Zachodnia część archipelagu nadal stawia zacięty opór wigrichtyjskim kolonistom. Regularnie puszcza z dymem wrogie okręty i bierze w niewole tych którzy w przypływie paniki uchodzą na ląd – co się z nimi później dzieje, jest obiektem smutnych domysłów. Wielu postrzega Rkarczyków jako ludożerców. Mają opinię kłótliwych i mściwych, żadnych krwi. Pod wpływem wywaru z lian i porostów potrafią nie spać przez kilka dni, wiosłować od wyspy do wyspy, bez śladu zmęczenia, i przenosić na swych barkach wielkie ciężary, jakby były zaledwie kępami siana. Potrafią oszukać głód i pragnienie – to że nie zaznali odpoczynku zradzają tylko przekrwione, opuchnięte oczy. Używają zatrutych strzał, posługują się łukami i dmuchawkami – z zaostrzonych muszli robią noże i ostrza dzid. W dużych grupach są śmiertelnie niebezpieczni, bo mimo iż ich towarzysze padają od kulińskich kul, nie rozpierzchają się ze strachem, tylko mkną naprzód, nie przejmując stratami.

Dzielą się na różne klany. Wodzowie poszczególnych wysp, bądź całych ich grup – mają władze absolutną i chętnie rywalizują ze swoimi odpowiednikami z okolicy. Prowadziło to ongiś do wielu lokalnych wojen, obecnie zawieszonych na rzec regularnych potyczek z wysłannikami Tyhmaru. Choć niekiedy zdarza im brać się ze sobą za łby – na przykład przy podziale łupów.

[...]

„Sy kyhy kuhu ku raha – mihara bi ha rai” (Z krwi naszej dla duchów ofiara) – to słowa mędrca z plemienia Kruków pochwyconego przez Wigrichtyczyków, na chwilę przed obcięciem dłoni i oślepieniem. Zgodnie z wierzeniami Rkarczyków, żadna śmierć nie idzie na marne, a krew jest dla duchów tym czym deszcz dla drzew. Im więcej krwi zostanie przelane, tym silniejsze będą duchy do których wyspiarze kierują swe modły, i tym samym pewniejsze zwycięstwo oraz wolność.

sobota, 2 czerwca 2018

Rkar Wigrichtyjski

Skupisko dużych, częściowo górzystych wysp w środkowej części Zachodnich Archipelagów – zbudowanye z rudych i spiżowych skał, gliniastej ziemi oraz buro-brązowych minerałów, okalane szarym piaskiem i lasami namorzynów. Wszystkie wyspy porośnięte są gęstymi lasami, gdzie obok drzew raczej niewielkich, krzewów i traw, rosną olbrzymy jakich nie uświadczymy nigdzie indziej. W grubej na łokieć warstwie gnijących liści plenią się wije, jaszczurki i czarne kraby, pożerające padlinę i mniejszych krewniaków. W koronach drzew skaczą karłowaci dzicy ludzie, rudzi i szpetni, uciekający z piskiem przed lądowymi ośmiornicami lub zatrutymi strzałami wyspiarzy, a wszechobecne barwne ptaki, zaniepokojone – ogłuszają swym świergotem.
[...]
Namorzyny szczególnie szeroko rozrastają się w bagnistych deltach rzek, między ich konarami przemykają spłaszczone węże morskie i szkaradne, ale smaczne ryby. Jest tam też sporo pancernych jaszczurów, a smoki mnożą nawet dwa razy do roku. Duża liczba morskich krów zapewnia pokarm i gadom i ludziom.
[...]
Wschodnią część archipelagu, po latach krwawych trudów opanowali Wigrichtczycy, bardziej zdeterminowani niż ich konkurenci z Barny, którzy przybyli tu około roku 1500 i założyli pierwsze forty. Mimo wybuchających co jakiś czas buntów i zamieszek – kontrolują sytuację. Czerpiąc zyski z handlu czarnymi, przyprawami i uprawą tutejszych owoców.
Główny port wigrychtyjskiej części archipelagu to Hiwo, zbudowany na ruinach piramidalnej platformy stanowiącej część twierdzy lub świątyni, będącej w rozsypce jeszcze przed przybyciem Kulińczyków. Rkarowie nie umieli powiedzieć kto ją zbudował, na ogół mówili o swoich praojcach. Odprawiali tam od wieków dziwaczne rytuały i składali ofiary bogom niebios, morza i ziemi. Pisma jakie pozostawiono na tamtejszych płytach nie umieli odczytać, uznali je za znaki bogów, znaki sekretne i niemożliwe dla pojęcia przez śmiertelnych. Do dziś zostały nierozszyfrowane.

niedziela, 27 maja 2018

Archipelag Gwiazdy Ijaz (Niezależne)

Achipelag Gwiazdy Ijaz – rój średniej wielkości wysp i wysepek, na ogół powierzchniowo zbliżonych do barnijskiego Swillkoru, Drawii czy Freii, oraz nieznacznie mniejszych, między którymi pełno skał, płycizn i pomniejszych skrawków lądu, położony w środkowo-zachodniej części Zachodniego Skupiska, na skraju znanych wód.

Wyspy ogłosiły niezależność dwadzieścia lat temu i formalnie odłączyły się od Unnter Kunien i Szykwalku, które dotychczas nimi wspólnie administrowały – wywożąc tam kłopotliwych obywateli i ciągnąc wielkie zyski z handlu przyprawami. Sprzymierzeni z tubylcami potomkowie osadników, głównie mieszańcy – rozdali broń palną wszystkim którzy umieli się nią posługiwać. Rozbrajając straże, przejmując forty i opróżniając arsenały – szybko zyskali kontrolę nad słabo obsadzonymi wyspami, powoli niosąc ogień rebelii na wszystkie lądy szykwalcko-unnnterkuńskiej kolonii. Każda z wysp obwoływała własny samorząd, i w tym chaosie, rozdrobieniu – trwają do dziś. Zbrojne bandy dziesiątkowały załogi statków handlowych nie patrząc na banderę, przejmując całe jednostki wraz z towarami. Podobnie potraktowały wielką szykwalcką armadę. Archipelag Gwiazdy Ijaz słynie z piractwa, rozbojów, targów niewolników i wszelkiej nieprawości – odradza się podróże w tamte strony. Kiedyś archipelagiem administrowano z małej warowni Pifukl na wyspie Pulma. Dziś w jej ruinach gnieżdżą się tylko szczury i wije.